akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Zdzisław Prus - wiersze

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Zdzisław Prus - wiersze
Zbieracz złomu pamięta o siostrze
Mocno starsza pani irytuje się na fryzjerkę
Ubojowiec dementuje plotki
Ojciec nie może darować synowi
Wszystkie strony

Sprzątającej w kościele zebrało się na szczerość

 

gdybym się urodziła chłopakiem

poszłabym na księdza

na pewno

jak amen w pacierzu

każdej niedzieli

gdy tylko z babcią wróciłam

z kościoła

zamykałam się w

swoim pokoju

i odprawiałam mszę

dla lalek

mama przestrzegała

że to grzech

tak pajacować

ze świętych rzeczy szopki

sobie robić

z czasem wyrosłam z tego

ale nie do końca

bywa że kiedy

wyszoruję posadzkę

ławki powycieram

powiędłe kwiaty wybiorę

sprzed bocznych ołtarzy

a świętemu Antoniemu

co lubię najbardziej

kamienne czoło

mokrą szmatką przetrę

i kiedy w całym kościele

nie ma duszy żywej

to wtedy - - bywa

że odstawię kubeł

by sobie przysiąść

choć na małą chwilkę

w konfesjonale

tym najładniejszym

gdzie spowiada proboszcz

i myślę wtedy

fartuchem przysłaniając oczy

o babci o mamie o lalkach

i o tym

że to moje życie

jednak nie najgorzej mi się

ułożyło 



 

Zobacz też

Losowo

Jerzy Suchanek - "PISK SILIKONU W JEJ PIERSIACH"
Sen, że jedzie się wciąż nie tam, gdzie by się chciało... Któż go nie śnił? To powszechny sen epoki podróży wszystkich wszędzie. Epoki, która zaczęła się w 1841 roku, kiedy to pan Thomas Cook zorganizował pierwszą wycieczkę pociągiem. Ten sen jest koszmarem, którego intensywność zależy jednak bardziej od samego śniącego, niż od np. fatalnego stanu organizacyjno-technicznego polskiego kolejnictwa.

Podróże nocą są snami, sny są nocnymi podróżami. Książką „Pędzące noce w wagonach. Opowiadania” Ewa Klajman-Gomolińska zabiera nas w oniryczną rzeczywistość, której obraz zdaje się zmieniać z prędkością pędzącego pociągu. Miga, pulsuje, jak krajobraz za oknem ekspresu lub pospiesznego - wtedy, gdy taki pociąg jedzie, choć jak ostatnio zauważyłem, czas postojów naszych pociągów jest dłuższy niż czas ich jazdy. Już tytułowe opowiadanie wciąga nas  w nerwowy kalejdoskop, jakby fotografie w fotoplastikonie zmieniały się co ćwierć sekundy, jakby komputerowy pokaz slajdów polegał na migotliwym nakładaniu kolejnego zdjęcia na poprzednie. Wszystko jest zmienne, ikony rzeczywistości mieszają się z ikonami rzeczywistości wirtualnej, medialnej. Wszystko jest, lub może być w każdej chwili czym innym. „(...) Warszawa to Mount Everest (...)”, a gdy „(...) Chodzimy po warszawskiej Starówce (...) zmienia się w gdańską Starówkę i pachnie morzem. (...)”

Więcej …

Z archiwum

Anna Bagriana - Dla nikogo

Czyściła banana. Na moim łóżku. Siedziałem obok niej i patrzyłem, jak jej palce delikatnie uwalniają egzotyczny owoc od złotawej i miękkiej skórki.

-Rozumiesz, są tacy męższczyźni, którzy do nikogo nie należą i którzy nigdy nie są w stanie do kogoś należeć. Ty -jesteś jednym z nich.

Białe ząbki zatopiły się w pachnącej egzotyce. A mnie zrobiło się jakoś smutno. Może melancholijnie. Z początku chciałem nazwać ją swoim maleńkim filozofem. Potem -zabawną, dziką małpeczką. Ale pomyślałem... i postanowiłem po prostu milczeć. Zwyczajnie milcząc pogłaskać ją po włosach. Przecież jutro już nie będzie taka bliska...

-Rozumiesz, tobie by było zbyt ciasno w jednym-jedynym kochaniu na całe życie. A komuś by było bardzo trudno z tobą...

Bardzo i bardzo ciężko. Tak to bywa. Ale milczałem. Niech mówi. Wszystko jedno, jutro znów będę sam. Znów wypiję zimne piwo w chłodnym mieszkaniu. Znowu opalę się papierosami do spazmu w gardle, w płucach, w sercu... Znów przekartkuję swój stary, jak mit o kochaniu, zniszczony notatnik. I zacznę łowić oczami zaczarowane połączenia cyfr, liter... I wszystko z nadzieją: a może... Kasieńka, Marysieńka, Natalka, Świetłana, Aneczka, jeszcze jedna Kasieńka, Lidia, Inka, Tatianka, Oleczka, Tamarka, Ałła, Żanetka... Wszystkie -moje. Ale ja -nie ich. Bo jestem im obcy. Jutro ja znowu będę sam. Jak zawsze.

-Rozumiesz, tacy jak ty, powinni umierać samotnie.

Zrzuciła miękka, złotą skórkę na podłogę, w mgnieniu oka / w jednym momencie/ wskoczyła w swoją różową suknię, popatrzyła na mnie, beznadziejnie westchnęła. I poszła. Będzie czekała na następne zaproszenie. A, może nie...

Ja nie należę nawet do siebie samego. Więc jakim sposobem mogę być twój, moja maleńka mądralinko, moja śmieszna małpeczko?... Jak ja mogę być twoim?!...

Z ukraińskiego przełożył: Wojciech Pestka

Z archiwum

Anna Muzyka-Walawender - Oswajanie czasu

Tytuł tomiku jest dwuznaczny, żeby nie powiedzieć: przewrotny, z ukrytym podtekstem.

Oswajać, bowiem, to: poznać, krok po kroku głębię oswajanej rzeczy – jej treść i istotę, ale oswajać to także podporządkować coś sobie, mieć to nie tylko bliżej, ale i na każde zawołanie; przywłaszczyć sobie niejako.

Jeśli oswoję, nie będę już czuł lęku, oswojone będzie mi sprzyjało.

"Nowy słownik języka polskiego" pod red. prof. Andrzeja Markowskiego definiuje "oswajać" jako: przyzwyczajać kogoś lub coś do czegoś; zaznajamiać, zapoznawać się z czymś; oraz jako: przyzwyczajać dzikie zwierzęta do przebywania wśród ludzi, do służenia ludziom; obłaskawiać, np.: oswojony lew.

Przyznaję, że ta druga definicja jest bliższa zawartości tomiku PAWŁA KUSZCZYŃSKIEGO.

...Czas umyka; to nam się godziny dłużą, to biegną za szybko: nie nadążam z tym wszystkim!; doba jest za krótka! – powtarzamy często, gdy tymczasem naukowcy twierdzą, że czas jest wartością i stałą – i abstrakcyjną jednocześnie.

To my, ludzie, chcemy go koniecznie ująć w ryzy, ramy, uporządkować. Dlatego stworzyliśmy kalendarze i zegary, a we wszechświecie i tak wszystko biegnie po swojemu, swoim torem.

Paweł Kuszczyński pragnie – to oczywiście moje subiektywne odczucie – zmusić czas do służenia człowiekowi, który przebija się przez jego najwcześniejsze warstwy (patrz: "Przywołania") przy pomocy wspomnień, dygresji, subtelnych aluzji i westchnień znaczonych w tym tomiku niezwykłą poetyką! Nie próbuje być Panem Czasu, lecz oswaja wydarzenia z cierpliwością godną mistrza tresury. Stwierdza bez wymądrzania się, bez epatowania czytelnika wymyślnymi metaforami, za to z wiedzą człowieka, który zaznał z życiu smaku także cierpkich owoców, że:

"trwanie jest matką wartości".

Znać w tych słowach "większych od pamięci" niezwyczajną pokorę. Dla mnie owa pokora wobec wszystkiego, co ofiarowuje czas jest największym walorem tego zbioru wierszy, które – przyznaję ze skruchą – po pierwszym czytaniu nie przypadły mi do serca.

Więcej …

Z archiwum

Iwan Bunin Na oknie, srebrnym szronem pokrytym...

Na oknie, srebrnym szronem pokrytym...

 

Na oknie, srebrnym szronem pokrytym,

Bukiet złocieni zakwitł przez noc,

Lecz widać w górze skrawek błękitu,

A niżej śnieżny na dachach koc.

 

Wstało już słońce, rześkie od chłodu,

Złocisty promień pada na szkło.

Ranek jest cichy, radosny, młody.

Gdzie spojrzeć – białe, puchowe tło.

 

Przez cały ranek jasnych i czystych

Będę kolorów oglądał grę,

I do południa jeszcze srebrzyste

będą złocienie kwitły na szkle.

 

 

Z rosyjskiego przełożył Maciej Froński

 

 

 

 


 

W krymskich stepach

 

 

Sinieje śnieżny bezmiar gór,

Step przygasł. Bielej niźli śniegi,

Nad rzędem krymskich szczytów, Wegi

Dziewiczy skrzy się w dali wzór.

 

Już zmierzch zapada, jak ogniska

Dym gaszonego, popiół, piach:

Tylko szkarłatną szatą błyska

Stolec Allacha – Czatyr-dah.

 

 

 

Z rosyjskiego przełożył Maciej Froński

 

 

akant.org: